Wzajemne obwinianie w związku – jak z nim skończyć

Obwinianie innych do niczego dobrego nie prowadzi. Jedynie przygniata ich do ziemi.

To takie proste powiedzieć komuś: To twoja wina! To wszystko przez ciebie. Czemu tu to postawiłeś? Czemu nie posprzątałaś za sobą? Obiecałeś to naprawić, a do dziś tego nie zrobiłeś!
Czemu nie uważałeś jak schodziłeś po schodach? Jak mogłeś skręcić sobie kostkę? To twoja wina!

Przykładów jest miliony. Tysiące w niejednej rodzinie, w niejednym związku.
Jak się czujemy, gdy ktoś nas o coś obwinia? Nawet jeśli ma rację, że jesteśmy sprawcami i przyczyną takiego, czy innego zdarzenia. Pomyślmy jednak, jak działają na nas te trzy słowa: To twoja wina!
Samo słowo WINA. Jedno z najgorszych, jakie można było wymyślić. Wysysające energię i chęć do jakiegokolwiek działania. Podcinające skrzydła. Podważające nasze kompetencje, zdolności, umiejętności, wiedzę i doświadczenie.

Obwinić kogoś jest bardzo łatwo. Właściwie z siebie te ciężkie słowa w kierunku kogoś, kogo oskarżamy. Bo to oskarżenie. Wydanie wyroku bez możliwości obrony.

Czemu je wypowiadamy? Jakimi motywami się kierujemy w chwili, gdy oskarżamy o coś życiowego partnera?

Jednym z nich jest podświadoma chęć odwrócenia uwagi od siebie i pokazania, że jesteśmy czyści w tej konkretnej sytuacji. To druga osoba powinna się tłumaczyć. Nawet jeśli jej związek z daną sprawą jest niewielki, to jednak jest coś, co umożliwia nam przerzucenie na nią całego ciężaru w postaci winy.

Wbijamy innych w poczucie winy niemal odruchowo. To reakcja, a nie świadomy wybór. Inni robią podobnie wobec nas.

Wina, czy odpowiedzialność

To dwa bardzo różne słowa, choć dotyczą tego samego: bycia przyczyną konkretnego zdarzenia, sytuacji, krzywdy, bólu, cierpienia.

  1. Odpowiadam za to i wiem, że mogłem zrobić inaczej. Jednak nie zrobiłem. Wiem, i biorę to na siebie. Zajmę się tym, by naprawić wszystko. Na tyle, na ile to możliwe.
  2. To moja wina i co z tego. Mam się powiesić? Nic nie poradzę, że tak się stało. Taki już jestem. Każdemu mogło się zdarzyć. Nie jestem idealny. Nikt nie jest, więc o co ta wojna. Dajcie mi święty spokój. Lepiej popatrzcie na siebie i zajmijcie się swoimi grzeszkami.

Dwie opcje. Dwa sposoby postrzegania tej samej sytuacji. Mamy wybór.

A co, jeśli to my wciąż jesteśmy obwiniani o coś przez naszego życiowego partnera?
Na dobry początek warto zadać sobie znane nam może już pytanie:
Co ta osoba tak naprawdę myśli, czuje, czego pragnie i chce, kiedy kolejny raz o coś nas obwinia?

Wiem, że to trudne, bo pierwszą reakcją jest chęć odwetu, obrony, udowodnienia, że to jednak nie nasza wina, a nawet nie mamy z tym nic wspólnego.
Jednak takie zachowanie prowadzi donikąd. Bo jeśli mamy do czynienia z recydywistą pod względem obwiniania, to nasze starcia w końcu doprowadzą do rozpadu związku i wcale nie rozwiążą problemu. Bo problem może być w osobie, która nas obwinia.

Znajdźmy przyczynę obwiniania

Kiedy poświęcimy trochę czasu na zdystansowanie i zastanowienie się nad przyczyną takiego zachowania, zakończenie całej sprawy może wyglądać zupełnie inaczej i w końcu zmniejszać się będzie ilość sytuacji, w której znów zostaniemy o coś obwinieni.

Czy zastanawiamy się czasem:

  • dlaczego bliska nam osoba tak łatwo przerzuca na nas odpowiedzialność za konkretny czyn?
  • Skąd się to u niej wzięło?
  • Czy zawsze taka była?
  • Czy była taka od pierwszych chwil, gdy się poznaliśmy?
  • Czy może to zachowanie pojawiło się później? Jak późno i z czym konkretnie było związane?
  • Czy od razu natężenie tego typu zachowania było duże, czy narastało stopniowo?
  • W jakich konkretnie sytuacjach zdarza się obwinianie?
  • Czy dobrze znamy rodzinę naszego życiowego partnera?
  • Może to właśnie tam przesiąkł tym nawykiem, bo tak też można nazwać obwinianie innych z byle powodu? Znam takie przypadku, dlatego o tym wspominam.

Z pewnością kłótnie do niczego dobrego nie doprowadzą. Możemy się bronić w nieskończoność, toczyć zażarte boje i odbijać piłeczkę, wykazując że druga strona też nie jest bez winy, ale powiedzmy sobie szczerze: nie o to chodzi.
Bardziej chodzi o znalezienie konstruktywnego rozwiązania, które sprawi, że przestaniemy się nawzajem ranić i poniżać, co na pewno nie prowadzi do umocnienia naszego związku.

Rozmowa

Czy tego chcemy, czy nie, konieczna będzie rozmowa na ten temat. Może jednak nie przy okazji kolejnego obwiniania, – choć jeśli znajdziemy w sobie wystarczającą ilość opanowania i spokoju oraz damy radę się zdystansować emocjonalnie, to czemu nie.
Gdyby jednak okazało się to dla nas zbyt trudne, to warto wybrać inny moment. Bardziej neutralny.

Jak rozmawiać?

Nie oceniać. Nie oskarżać. Nie wytaczać ciężkiej artylerii. Powiedzieć, jak się czujemy, gdy partner nas o coś obwinia, zamiast spokojnie wyjaśnić przyczynę konkretnej sytuacji, zdarzenia, zachowania, zaniedbania, czy czegoś innego, co dało mu powód do przerzucenia na nas odpowiedzialności, bez zapytania nas o zdanie i naszą wersję zdarzeń.

Zaznaczmy, że nie chcemy znów obrzucać się wyzwiskami i ciskać słowami, których obie strony później tak naprawdę żałują. Chcemy, by to się skończyło, ale bez poznania powodów, na pewno nam się nie uda.
Dlatego ta rozmowa. Zapytajmy, czy nasz partner zastanawiał się kiedyś nad tym? Czy wie, skąd to ciągłe obwinianie? Czy naprawdę tego chce? Czy może robi to odruchowo?

Zastanówmy się, co zrobić, by coś takiego pojawiało się coraz rzadziej, aż w końcu całkiem zniknie z naszego życia. Razem znajdziemy wyjście z tej sytuacji.

Zmiana słów

Na dobry początek popracujmy nad zamianą słowa: Wina, na słowo Odpowiedzialność.
To nie kosztuje zbyt wiele, a pomaga zmniejszyć negatywny wpływ, jaki wywiera na nas cała gama skojarzeń, płynących ze słowa WINA, czyli:  kara, sąd, sprawiedliwość, obrona, wyparcie się, nie przyznanie się do niej itd.

Kiedy słyszymy słowo Odpowiedzialność, pojawia się pytanie: co mogę z tym zrobić? Skoro odpowiadam za to, jaki następny ruch mogę wykonać? Kogo mogę prosić o pomoc w tej sprawie? Jak mogę naprawić? Jak posprzątać. Jak zadośćuczynić? Co zrobić, by następnym razem nie dopuścić do takiej sytuacji?

Niewielka zmiana, a korzyści ogromne. Sprawdźmy przy najbliższej okazji.

Obiektywna ocena strat

Kolejna sprawa, to ocena strat spowodowanych takim, czy innym zachowaniem, niedbalstwem, nieuwagą, bałaganiarstwem, zapomnieniem, roztargnieniem. Bywa, że zbyt często wyciągamy działa i strzelamy do problemu wielkości komara.
Przewrócony kubek z wodą, niedbale postawione naczynie na kuchni, postawiona w innym niż zwykle miejscu przyprawa, zapomnienie o wywiadówce dziecka, nieistotne spóźnienie itp.
Powód do kłótni i obwiniania może być niewielki, ale w spotkaniu z tym, co jest w osobie obwiniającej i w nas, to często mieszanka wybuchowa. Dlatego w każdej sytuacji, gdy dochodzi do spięcia na punkcie tego, czyja to wina, zwróćmy uwagę najpierw na stan swoich emocji. Jeśli byłby w nas spokój, reakcja byłaby zupełnie inna. Ale rzadko się nad tym zastanawiamy. Nie widzimy sensu. Prościej jest od razu uderzyć w odwecie, albo samemu obwinić bliską osobę.
Czy czujemy się przez to lepiej? Przez chwilę tak, ale kiedy emocje opadną, pozostaje niesmak.

Czy przewrócona szklanka i rozlana woda to naprawdę aż taka tragedia? Czy przypalona zupa to koniec świata? Czy podarte spodnie to powód do poniżania bliskiej osoby?

Wybór tego, co dla nas ważniejsze

Kto w takich sytuacjach jest ważniejszy? Co jest dla nas ważniejsze? Ile warta będzie ta sytuacja za kilka lat? Czy dziś jest wystarczającym powodem do psucia domowego spokoju, życzliwości, miłości?
Woda jak to woda. Może rozlać się każdemu. Niedopilnowany obiad na kuchni również. W tym też nam, ale w chwili, gdy obwiniamy inną osobę, zapominamy, że też jesteśmy ludźmi i nam też może się to zdarzyć, choć niektórym z nas trudno jest się do tego przyznać.

Rezonans

I na koniec jeszcze jedna bardzo ważna kwestia. Nasza nerwowa reakcja na to, że bliski nam człowiek obwinia nas o coś może być spowodowana przewrażliwieniem na swoim punkcie.

Nie zawsze padają słowa: To twoja wina. Niekiedy, a może nawet częściej, ktoś stwierdza jedynie fakt, a my bierzemy to do siebie. Ktoś uderza w stół, a my jak nożyce od razu reagujemy, uznając że było to skierowane do nas i to w złośliwym tonie. Wpadamy w rezonans. Gdybyśmy mieli świadomość, że to nas nie dotyczy, byłoby nam co najmniej obojętne, a nawet jeśli podjęlibyśmy rozmowę, to bez emocji. Bardziej jako obserwator.

Gdyby nie było w nas przekonania, że musimy być idealni, poprawni, bezbłędni i gdybyśmy od tego nie uzależniali poczucia własnej wartości – wtedy słowa innych o tym, co się stało, nie brzmiałyby jak oskarżenie.
Nie zawsze partner obwinia nas o coś, ale jeśli my ciągle żyjemy w stresie, by nie popełnić błędu, bo ten zachwiałby naszym wizerunkiem, to bez zastanowienia i dopytania, o co tak naprawdę chodzi, od razu zaczniemy się bronić, a ta obrona nierzadko przeradzać się będzie w atak.

Również negatywne nastawienie do drugiej osoby, reagowanie na poziomie domysłów stawiających ją w niekorzystnym świetle i posądzanie jej o wrogość i złośliwość, może być przyczyną tego, że czujemy się obwiniani tam, gdzie druga osoba w ogóle nie miała zamiaru takiego sformułowania użyć. Nie padły słowa: To twoja wina, ale w naszej głowie jasno i wyraźnie wyłoniły się z całego kontekstu.
Czy słusznie?
To pytanie do nas, jeśli coś podobnego ma miejsce w naszym życiu.

To tylko niektóre sugestie i podpowiedzi. To może nie konkretne rozwiązania naszych domowych problemów, ale zwrócenie uwagi na coś, co może nam umykać, a w czym może kryć się rozwiązanie naszych trudności w związku z partnerem czy też w relacjach z innymi ludźmi.
Sprawdźmy to, zanim kolejny raz kogoś obwinimy, albo nerwowo zareagujemy na słowo: To twoja wina, skierowane pod naszym adresem.

Jeśli uważasz, że warto - podaj dalej ;)