Gdy nie poznaję siebie i nie poznaję innych

Znamy człowieka. Spędzamy z nim sporo czasu. Zwykłe między nami układa się dobrze, ale są chwile, w których mamy wrażenie, że ktoś go podmienił. To nie on. To zupełnie inna osoba. Ze znanego nam człowieka została tylko cielesna strona. Wnętrze i wszystko, czym dotąd emanował, zniknęło….

Gdy nie poznaję innych…

Jeśli nie zorientujemy się w porę, że coś jest nie tak z bliską i znaną nam osobą, możemy nawzajem wyrządzić sobie niemałą krzywdę.
Gdy jednak dotrze do nas, że wcześniej musiało wydarzyć się coś takiego, co sprawiło, że osobnik, który stoi teraz po przeciwnej strony barykady, zachowuje się nie tak, jak zwykł to robić każdego dnia, możemy uniknąć kłótni, walki, a nawet rozstania. Daje nam to przewagę nad nim, a jednocześnie pomaga przystopować na chwilę zapędy do odwetu za słowa, które po wyjściu z jego  ust, trafiły nas prost w serce…

Mając świadomość, że człowiek to nie to samo co jego czyny, czy słowa, dużo łatwiej będzie nam zaprzestać walki i znaleźć sposób, by konstruktywnie porozmawiać, a co za tym idzie, dotrzeć do sedna problemu, który tak mocno odmienił naszą bratnią duszę.

Gdy nie poznaję siebie…

Ta świadomość działa też w odniesieniu do nas samych.
My też zachowujemy się nieraz tak jak nie my. Wiem, że mamy swoje lepsze i gorsze dni, ale to nie to samo, co działać w zaślepieniu, jakbyśmy na chwilę wyskoczyli z ciała i pozwolili, by ktoś inny naznaczył swoim charakterem najbliższe minuty, a czasem godziny. Gdy napięcie i niepodobne do nas zachowanie staną się przeszłością, dociera do nas, co tak naprawdę zrobiliśmy, powiedzieliśmy, zniszczyliśmy…

Kiedy znamy siebie – dużo rzadziej takie sytuacje mają miejsce. Za każdym razem, coraz szybciej łapiemy się na tym, że oto targają nami emocje, których tak naprawdę nie chcemy. Dociera do nas, że słowa, które właśnie zaczynamy wypowiadać, nie są naszymi. To nie my. To mówi ktoś zupełnie do nas niepodobny.

Zanim znów ktoś lub coś przejmie kontrolę nad naszym ciałem, umysłem, uczuciami i emocjami, pomyślmy:

  • Skąd się wziął?
  • Skąd taki, a nie inny sposób myślenia?
  • Czemu dochodzi do tak mocnych zmian, że nasi bliscy nas nie poznają?

To nic niezwykłego. To coś, z czym mamy do czynienia każdego dnia podczas spotkania z drugim człowiekiem, myślenia o innych, rozmowy połączonej z uczuciami, czy emocjami.

Gdy nie poznaję siebie i innych…

Chcąc nie chcą, łączymy się ze sobą.
Przekazujemy sobie to, co mamy i jednocześnie chłoniemy to, czym inni dzielą się z nami. Ot, zwykła wymiana.
W towarzystwie jednych czujemy się wspaniale, a idąc w odwiedziny do innych, nieustannie ziewamy, ogarnia nas nagłe zmęczenie, albo rozdrażnienie, zaczyna boleć nas głowa, mamy zawroty, czy robi nam się niedobrze.

Każdy może tłumaczyć takie objawy na różne sposoby.
Ja wiem jedno: to wszystko może – choć nie musi – być “prezentem” od ludzi, z którymi przebywamy: w pracy, na imprezie, w sklepie, w domu…

Wymieniamy się tym, co mamy.

Jedni noszą w sobie światło, spokój, radość, pogodne nastawienie, wiarę i pozytywizm, zaś inni pełni są zgorzknienia, żalu, pretensji, niezadowolenia, czarnowidztwa, zmęczenia życiem, negatywizmu i lęku.

Kiedy ja nie poznaję siebie, zatrzymuję się na chwilę i pytam:

czy to ja, czy nie ja?

Jeśli uważasz, że warto - podaj dalej ;)