Zatrzymaj się, by wskoczyć w cudze buty

Wskoczyć w cudze buty – znamy to powiedzenie, ale jak często stosujemy je w życiu?

Chyba dość rzadko, a szkoda, bo może wiele zmienić na lepsze. Co konkretnie?

Kiedy dochodzi do sprzeczki czy kłótni, jesteśmy bardzo mocno skoncentrowani na sobie, na obronie swojej racji, swojej osoby, urażonej dumy, przekonań, albo zupełnie innych bastionów, które uznajemy za swoje.
Działając często w zaślepieniu, bo cały wzrok i uwaga skierowana jest na fakt bycia krzywdzonym, nie dostrzegamy strony przeciwnej. Nie zastanawiamy się nad motywami działań, źródłem emocji i słów, które lecą w naszą stronę.
Patrząc na tę sytuacje nieco humorystycznie, moglibyśmy sobie wyobrazić, że patrzymy przez duże okulary, które odbijają nas samych. Nie pozwalają spojrzeć na to, co przed nami. Widzimy tylko swoje racje. Fakty są niewidoczne.

Jak w takiej sytuacji wskoczyć w cudze buty?

Zdjąć okulary, wziąć kilka głębokich oddechów i zadać sobie pytania:

  • Co ta osoba w tej chwili myśli?
  • Co czuje?
  • Czego pragnie (dla siebie, dla mnie)?
  • Czego chce?

Nie odpowiadajmy od razu. Pozwólmy sobie na chwilę ciszy, jeśli jest taka możliwość, by odpowiedź przyszła spoza racjonalnego rozumu. By przyszła bardziej od serca, bo ono widzi dużo lepiej, głębiej, jest wolne od z góry przyjętych założeń. Poczujmy te „nowe buty” na swoich stopach.

Wejście w buty drugiej strony to niemal magiczna sztuczka, zawieszenie broni, po którym bardzo często konflikt przestaje istnieć. Może nie rzucimy się sobie w ramiona, ale też nie będziemy dalej siebie ranić.

Ten czas na obserwację, zastanowienie, wczucie się w innych sprawia, że wcześniejsze emocje tracą na sile, a my zyskujemy jasność widzenia.

Dlaczego dochodzi do kłótni - bo nie umiemy wskoczyć w cudze buty

Dlaczego dochodzi do kłótni?

Może dlatego, że bardzo lubimy swoje buty. Patrzymy na świat i ludzi przez pryzmat siebie, swoich przekonań i doświadczeń. Oczy patrzą, ale myśli skupione są na nas. Inni też tak robią.
Nie zawsze ten, kto zaczyna kłótnie, chce nas skrzywdzić. Zwykle sam nie radzi sobie ze swoimi problemami i ta nieporadność szuka ujścia. Bywa, że sami jesteśmy źli na siebie i tę złość połączoną często z poczuciem bezsilności, wyrzucamy na pierwszą lepszą osobę, która pojawi się na naszej drodze. A że względem bliskich mamy większą odwagę wypowiadania tego, co myślimy, to im najczęściej dostaje się jako pierwszym.

Kiedy staniemy się tego świadomi, z każdym dniem coraz rzadziej toczyć będziemy wojny, a coraz częściej w porę przejdziemy na punkt obserwacyjny i zadamy sobie te cenne pytania:

  • Co ta osoba w tej chwili czuje?
  • Co myśli?
  • Czego pragnie?
  • Czego chce?
  • Jaki inaczej mogę o niej, o nim pomyśleć?

Myślenie pytaniami - by wskoczyć w cudze buty

Pytania powodują ruch. Burzą utarty i skostniały porządek.

Aby było nam łatwiej przechodzić w odpowiedniej chwili na pozycje obserwatora, proponuję jeszcze jedno ćwiczenie:

I forma ćwiczenia: w wolnej chwili, gdy nic nie robimy i możemy poświęcić chwilę na posiedzenie w samotności, wróćmy myślami do osoby, z którą najczęściej dochodzi do konfliktów.

  1. Skupmy się w tych myślach na pozytywnych stronach tej osoby. Pomyślmy, co jej zawdzięczamy, co dobrego otrzymaliśmy bądź wciąż otrzymujemy, kim jest dla nas, co udało jej się osiągnąć w życiu.
  2. Zastanówmy się, z czym sobie nie radzi, jakie wewnętrzne problemy nią targają.

II forma ćwiczenia: gdy nadarza się okazja i jesteśmy w pobliżu tej osoby, ale akurat nie prowadzimy z nią rozmowy, obserwujmy ją dyskretnie.

  1. Zwróćmy uwagę na ruchy, mimikę twarzy, postawę ciała podczas chodzenia. Spróbujmy domyślić się o czym akurat myśli, w jakim jest nastroju. Czy myślami obecna jest tu, czy błądzi gdzieś w odległej przeszłości lub przyszłości.
  2. Popatrzmy na nią, jakbyśmy widzieli ją pierwszy raz w życiu. Nic na tym nie tracimy, a zyskać możemy wiele.

To ćwiczenie pomaga nam samym przez chwilę być tu i teraz i dzięki temu odsunąć nieco racjonalne argumenty umysłu, przeszłe doświadczenia związane z tą osobą, przekonania i założenia, jakie wobec niej przyjmujemy.

Zapamiętajmy to, co dobrego udało nam się dostrzec w tej osobie. Jej mocne strony. To, co jej zawdzięczamy. To, z czym może sama sobie nie radzi, a co wpływa na jej zachowanie w różnych sytuacjach.

Przyda nam się to w przyszłości, kiedy być może znów dojdzie do spięcia.
Co wtedy zrobić?
Przywołać to, co dobrego wiemy o tej osobie. Wskoczyć szybko w jej buty i nie brać do siebie tego, co do nas mówi, co nam zarzuca, czy też sposobu w który to robi, bo możliwe, że ma rację, wytykając popełniony przez nas błąd, zapomnienie, gafę, czy niedotrzymaną obietnicę. A nawet jeśli racji nie ma, to będąc obserwatorem i skupiając się na choćby jednym pozytywnym elemencie jej osobowości, unikniemy kłótni, poczucia winy po zbyt pochopnie wypowiedzianych słowach, czy moralnego kaca, że kolejny raz daliśmy się wyprowadzić z równowagi i pokazaliśmy się z nie najlepszej strony.

Wskoczyć w cudze buty - wziąć odpowiedzialność za pojednanie

Wzięcie odpowiedzialności za to, co się zrobiło pomoże nam zaoszczędzić energię i dużo szybciej naprawić to, co zepsuliśmy.

Gdy jednak nie czujemy się odpowiedzialni za to, co ktoś nam zarzuca, nie musimy tego trefnego prezentu przyjmować. Tak, jakby ktoś zadzwonił i zaczął obrzucać nas błotem, wymieniając na początku nie nasze imię. To nie do nas. Przepraszam, ale chyba się pan pomylił. Przepraszam, ale nie mam na imię Ewa.
„To nie do mnie. Pomyłka” – niech to stwierdzenie zagości w naszej głowie i będzie używane przez rozum, gdy znów ktoś coś nam będzie zarzucał. To nie do mnie. Pomyłka.

 

Jeśli zdecydujesz się wskoczyć w cudze buty, Ważna i cenna uwaga na koniec.

To nie magiczna formuła, która uwolni nas od kłótni od pierwszej chwili. Może tak się zdarzyć, czego życzę. Jednak o wiele częściej, na trwałe efekty trzeba będzie chwile poczekać. Nie zrażajmy się więc, gdy zdarzy nam się znów pokłócić i stoczyć bitwę z bliską czy dalszą osobą. Zajmijmy pozycję obserwatora już po i wyciągnijmy wnioski na przyszłość.

Jeśli uważasz, że warto - podaj dalej ;)