Żyję – co znaczy dla mnie to słowo

Co czuję, gdy wypowiadam to słowo, którego tak wielu boi się stracić?

Usiądź na chwilę w samotności i wypowiedz je na głos… Potem go czuj, słysz, myśl, dostrzegaj w sobie i wokół siebie.
Co dzieje się w tobie, gdy przez chwilę skupisz się na tym zwyczajnym i jednocześnie najbardziej niezwykłym słowie:

Żyję.

            Codziennie budzimy się, wykonujemy rutynowe czynności, myślami wybiegamy do miejsc i zdarzeń, które jeszcze się nie wydarzyły, ale nasza przezorność tak nas pochłania, że zupełnie zapominamy o życiu… tu.
Myślenie o przyszłości, to nie to samo co przeżywanie jej. Owszem, wyobraźnia połączona z uczuciami potrafi bardzo dobrze wciągnąć nas w stworzony obraz, ale to wciąż jeszcze nie jest życie.

Kto żyje, kiedy ja myślami jestem zupełnie gdzie indziej?

Kto żyje moim życiem, gdy ja myślami i uczuciami tkwię w życiu innych ludzi? Czy w domu mojego życia ktoś w ogóle jeszcze mieszka?

Tak, mieszka. I to nie jeden, ale wielu. Inni też chętnie wchodzą do naszego życia, chcąc – podobnie jak być może my to robimy wobec innych – układać nasze życie, mówić, co dla nas lepsze, co zdrowsze, co właściwe, co bezpieczne i najlepsze.

Myśląc o tym, by zadowolić innych – partnera, dzieci, rodziców, teściów, przyjaciół, pracodawców, obcych mijanych na ulicy czy spotkanych na imprezie – wciąż pytamy siebie:
co zrobić, by mnie polubili, akceptowali, podziwiali, docenili, nie odrzucili, nie skrytykowali, nie wyśmiali, nie poniżyli, by mnie pokochali i bym się im spodobał, bo nie chcę być w życiu sam?

Z czasem słowo: “Żyję” traci sens w odniesieniu do nas samych, bo przestajemy żyć swoim życiem.
Może więc lepiej mówić: oni żyją (moim życiem)?

Co zrobić?
Pozwolić im żyć swoim życiem.

Czy to trudne?
Tak i to nieraz bardzo trudne. Przez lata przyzwyczajeni, że rozmawia się o innych za ich plecami, plotkuje na tematy związane z życiem znajomych, zbawia się cały świat poza sobą, umoralnia się młodszych, samemu dopuszczając się zupełnie czegoś innego.

Żyję – wolny od innych z innym wolnymi ode mnie

Jak uwolnić choćby tych, z którymi żyjemy, od ciągłego naciskania, by zmienili się wg naszego wyobrażenia?
Jak uwolnić siebie i swoje myśli od wewnętrznego przymusu, który niemal każdą okazję wykorzystuje, by wtrącić swoje “trzy grosze”, pouczyć, udowodnić rację po naszej stronie, wykazać cudzy błąd, skrytykować, nazwać tak, czy inaczej, obrzucić spojrzeniem, które niesie w sobie pogardę, osąd, ocenę?

Wymaga to poświęcenia czasu każdej relacji, każdej osobie, co do której mamy wciąż przekonania, że powinna być inna.

Kiedy jednak przyjrzymy się temu dokładniej, wykorzystując do tego odpowiednie metody, nie tylko uwolnimy tę osobę od nas samych, ale my sami odkryjemy coś ważnego na temat swojego życia. Coś, co może nam pomóc naprawdę żyć swoim, a nie cudzym życiem. Polecam przy tej okazji książki Katie Byron – kobiety szczęśliwej i naprawdę wolnej.

 

Żyję.

Co czujesz, o czym myślisz, gdy wypowiadasz te słowa?

Podziel się, jeśli uznasz, że warto 😉