Rodziny się nie wybiera

Mówimy, że rodziny się nie wybiera, a najlepiej wychodzi się z nią na zdjęciu.

To utarte i popularne powiedzenia, co nie znaczy, że podświadomie wg nich nie żyjemy.
Jest mnóstwo przekonań, które zaczerpnęliśmy od innych i nawet sobie nie zdajemy sprawy, jak wielki wpływ mogą mieć na nasze życie, a co za tym idzie, na życie naszych bliskich.

Dużo łatwiej jest nam zrozumieć obcych ludzi, niż członków rodziny.

Obcym szybciej wybaczymy niż bliskim. Damy prawo do takiego czy innego zachowania ludziom, z którymi nie mamy wiele wspólnego, ale wobec rodziny jesteśmy bezwzględni w osądach i ocenach.

Niezależnie od tego, jak wygląda nasza rodzina i jakie relacje w niej panują, zawsze mamy wybór sposobu ich postrzegania. To w nas zaczyna się proces myślenia i tu rodzą się osądy, oceny, historie, które z prawdą czasem niewiele mają wspólnego.

Wystarczy, że poczujemy się skrzywdzeni, niezrozumiani, niedocenieni. Obiektywnie patrząc, słuszność i racja są po naszej stronie.
Jednak wciąż warto zaczynać od siebie i tu szukać przyczyn i źródła naszych zachowań, sposobu patrzenia, myślenia, mówienia, odczuwania i działania. Tu jest start, czy tego chcemy, czy nie.
Przyzwyczailiśmy się, że to zewnętrzne okoliczności determinują nasze życie i usprawiedliwiają nasze zachowanie. Dzięki temu bardzo łatwo zrzucić odpowiedzialność na innych za to, co złego dzieje się w naszym życiu. Łatwo usprawiedliwiamy swoje zachowanie w dorosłym życiu tym, czego doznaliśmy w dzieciństwie. Braki w radzeniu sobie z rzeczywistością tłumaczymy złym wychowaniem i wadami naszych opiekunów.

Na pewno nie jest to bez znaczenia i bez wpływu na nasze obecne życie. Jednak jeśli tylko na tym się zatrzymamy, przeżyjemy życie na pozycji ofiary. Jeśli tak jest nam wygodniej, to nasz wybór. Kiedy jednak jesteśmy zmęczeni tym, że tak trudno przychodzi nam to, co inni uznają za coś naturalnego, bo ktoś ich w okresie dorastania tego nauczył, to również i tu mamy wybór.
Nie musimy tkwić w tym, co nam nie służy. Od tego mamy rozum, wolę, wiedzę i mnóstwo możliwości, by uwolnić się od tego, co nam nie służy i iść drogą, którą uznamy za właściwą, zgodną z przekonaniami o własnym dobru.

Zrzucając winę na rodzinę, nic na tym nie zyskujemy. Dopóki nie weźmiemy pełnej odpowiedzialności za siebie i swoje życie, wciąż do prawdziwego szczęścia będzie nam daleko.

Rodziny się nie wybiera ale mamy mnóstwo innych wyborów.

Nie jest sztuką zmieniać partnerów, zostawiać rodzinę dla kogoś, kto wydaje się, że rozumie nas lepiej, uciekać z domu, żyć pod jednym dachem jak nienawidzący się wrogowie i narzekać, że jesteśmy nieszczęśliwi i poszkodowani.
Sztuką jest coś z tym zrobić. Każdego dnia stawiać choćby jeden krok w kierunku zmiany tej sytuacji.
Nie zaczynamy tej zmiany jednak od innych, ale od siebie. To nasze wnętrze tworzy nasz świat zewnętrzny. Nasze myślenie o innych może wpłynąć na nasze słowa kierowane do nich, uczucia, którymi ich obdarzamy, nastawienie, które wyczuwają oni na odległość.

Naciskając i zarzucając lawiną powinności, nie zmienimy rodziny na lepsze. Po pierwsze dlatego, że nie jesteśmy w stanie w 100% stwierdzić, co tak naprawdę jest lepsze dla każdego z nich, a po drugie, nikt z nas nie lubi, kiedy inni narzucają mu swój punkt widzenia i zmuszają do zachowania na które nie ma ochoty.
Lubimy sami wybierać, podejmować decyzje, układać swoje życie. Choć i tu zdarzają się wyjątki w postaci osób, którym wygodnie żyje się w uzależnieniu od bliskich. Uwalnia to od brania odpowiedzialności za decyzje, wybory, sposób życia. Zawsze winę można zrzucić na innych.

Doceń to, co masz, choćby tego było niewiele.

To niełatwa rada w sytuacji, gdy dom jest ostatnim miejscem, do którego chce się wracać i w nim przebywać. Jednak od czegoś trzeba zacząć.
Najlepiej od bilansu tego, co się ma i wyobrażenia sobie, że mogłoby i tego nie być.
Wszystko w życiu jest po coś. To, że w naszej rodzinie jest tak, a nie inaczej, też jest po coś.
Jeśli na samym starcie to wszystko odrzucimy i będziemy z tym walczyć, nic nie skorzystamy i niczego się nie nauczymy.
Znajdźmy chwilę czasu i zastanówmy się:

  • Czego mogę się nauczyć z tej sytuacji w mojej rodzinie?
  • Co może mi dać ta lekcja i jak mogę ją wykorzystać dla swojego dobra?
  • Czego tak naprawdę teraz chcę i jak mogę to osiągnąć? Krok po kroku. Dzień po dniu.
  • Jeśli nie chcę żyć tu, gdzie żyję, co mogę zrobić, by znaleźć się tam, gdzie chcę dotrzeć?
  • Jakiej wiedzy potrzebuję, jakich nowych umiejętności i uprawnień mi trzeba, by zmienić swoją obecną sytuację na lepsze?

Lustrzane-odbicie - rodziny się nie wybiera

Inni są odbiciem tego, czego w sobie nie akceptujemy, co odrzucamy, tłumimy, z czym w sobie walczymy.

Popatrzmy przez pryzmat tej prawdy na członków swojej rodziny i zapiszmy to, co nas w nich drażni, denerwuje, wywołuje poczucie krzywdy, doprowadza do zniechęcenia, załamania, może depresji.
Potraktujmy ich jak lustro, co może nie być proste, ale to często kopalania wiedzy o nas samych.
Nie musimy od razu zobaczyć tego wszystkiego w sobie. Dajmy sobie czas.

Być może znamy takie powiedzenie: “Podziwiaj i nie naśladuj”. Tzw negatywne przykłady zachowań też są dobrą lekcją i korzyścią, jaką możemy czerpać ze wspólnego rodzinnego życia.
Niestety tracimy wiele energii i zdrowia za każdym razem, gdy dajemy się wciągnąć w te rodzinne gierki, utarczki, czy walkę o rację. To bardzo trudne być obserwatorem we własnej rodzinie, gdy jesteśmy z jej członkami związani emocjonalnie i aż krew się w nas gotuje, gdy widzimy takie, czy inne ich zachowanie. Bez zastanowienia wkraczamy do akcji ratowania ich, zbawiania, naginania do naszych wyobrażeń tego, co dla nich byłoby najlepsze.
Również w drobniejszych sprawach, dyskusjach na zwykłe codzienne tematy, dajemy się ponieść emocjom, mimo że straty często przewyższają zyski, jakie moglibyśmy zaczerpnąć z wygranej słownej utarczki.

Rodziny się nie wybiera, ale można jej pozwolić być taką, jaka jest.

W rodzinie bardzo trudno jest pozwolić innym być takimi, jacy w danej chwili są. Zwłaszcza, kiedy to my jesteśmy ich opiekunami, albo zwyczajnie w świecie uważamy się za mądrzejszych.
Zamiast rozmawiać, zmieniać wewnętrzne nastawienie, dawać odczuć akceptację czasem niezrozumiałych zachowań, my wolimy iść na skróty wybierając nakazy, zakazy, krzyki, kłótnie, obrażania, poniżania, ocenianie i osądzanie, łącznie z wydawaniem wyroków, jakie coś jest i jakie być powinno.

Reakcję na tego typu nasze zachowania z pewnością znamy i do nas należy wybór, czy tego właśnie chcieliśmy, czy może coś poszło nie tak.

Moja propozycja jest taka: używajmy pytań. Zadawajmy je sobie zanim przystąpimy do działania i naginania innych wg własnych pragnień i zgodnie z przekonaniami o tym, co słuszne, a co nie.
Wskakujemy jak najczęściej w cudze buty, by lepiej ich zrozumieć. Przez zrozumienie dużo szybciej dotrzemy do nich i osiągniemy to, czego chcemy, niż jadąc walcem niezrozumienia i dyktatury.

Kluczowe pytanie

Oto kluczowe pytania. które mogą przynieść nam wiele wolności i zaoszczędzić mnóstwo energii i czasu. Stosujmy je zawsze, gdy tylko zajdzie taka potrzeba:

Co ta osoba tak naprawdę teraz myśli, czuje, czego pragnie i czego chce?
Jak inaczej mogę o niej pomyśleć?
Czego w tej sytuacji naprawdę chcę?

Mamy wybór. Korzystajmy z niego, a dzięki pytaniom na pewno dokonamy tych właściwych i dobrych zarówno dla nas, jak i dla naszych bliskich.

Podziel się, jeśli uznasz, że warto 😉