Czy wiem, kim jestem?

Zanim odpowiesz na to pytanie, zadaj sobie dwa inne:

  • Czy mam czasem wrażenie, że coś ze mną jest nie tak?
  • Jak reaguję, gdy inni mi to mówią (jeśli mówią)?

To pytanie, to mały wykrywacz kłamstw. Kiedy przyłożysz odpowiedź do prawdy, zobaczysz, na ile siebie znasz. Bo prawda jest jedna:

Od pierwszych chwil, gdy pojawiłeś się na tym świecie,
WSZYSTKO  jest z tobą w porządku.

Rzadko, bo rzadko, ale mam takie chwile, kiedy pytam siebie: czy coś ze mną jest nie tak?
Odpowiedź może być tylko jedna: coś nie tak jest z moim MYŚLENIEM o sobie.

Gdybym naprawdę wiedział, kim jestem, nie miałbym takich myśli, a tego typu stwierdzenia innych na mój temat, nie miałyby najmniejszego znaczenia.
Zwykle jest jednak inaczej, bo wciąż zbyta mało o sobie wiem, a za dużo na swój temat myślę.

Wiedza kontra myśli - czy wiem, kim jestem

Wiedza, kontra myśli

Biegniemy, nie wiedząc dokąd. Rozmawiamy, nie wiedząc z kim. Pracujemy nie do końca wiedząc po co. Żyjemy z ludźmi, których tak naprawdę nie znamy, a wyobrażenie z pierwszych chwil znajomości, już dawno zdążyło się rozwiać. Pozostała rutyna, przyzwyczajenie, rozdrażnienie i szarość relacji.

Czy wiem, kim jestem? Co tak naprawdę wiem o sobie?

Jeśli uważam, że znam siebie, to:

  • Czy bez lęku właśnie takiego pokazuję siebie światu?
  • Czy może częściej kreuję siebie na kogoś, kim chciałbym być, bo obecna moja postać mi nie odpowiada?

Wybierając to drugie wyjście, udaję aż przesiąknę tym nowym obrazem siebie. Niektórzy nazywają to kreowaniem siebie, tworzeniem, doskonaleniem. Jeśli źle do tego podejdę, będzie to nic innego, jak ucieczka od tego, jaki jestem naprawdę.

Jakie jest zatem dobre podejście?

Nic nie stoi na przeszkodzie, by jedno z drugim pogodzić:

Prawdę o sobie, z wizją siebie jeszcze lepszego, doskonalszego, sprawniejszego, szczuplejszego, lepiej sytuowanego i zaradnego. Jednak punktem wyjścia musi być akceptacja i zgoda na siebie takiego, jakim jestem TERAZ. To fundament. Bez tego budować będziemy dom swojego życia na piasku. A ten, jak wiadomo, długo nie postoi.

Nie podoba mi się moje życie, bo nie wiem, kim jestem

Co, jeśli nie podoba mi się moje obecne życie?

Możemy uciekać przed prawdą o sobie w pracę, zabawę, używki, leki, narkotyki, czy inne nałogi, udając, że tego nie ma. Zwykle boimy się nie samej prawdy o sobie, ale naszych myśli, które najczęściej są wyolbrzymione i dalekie od rzeczywistości. Życie samo w sobie nie może nam się nie podobać. Niechęcią może napawać obraz wygenerowany przez umysł – pełen dołujących ocen, osądów, powinności i krytyki.

Dopóki więc nie zmierzymy się z prawdziwym obrazem nas samych, dopóty nasze życie nie będzie pełne. Będzie udawane, grane, zmieniane bez brania pod uwagę tego, jakie jest. Możemy w ten sposób niszczyć i zamalowywać ścienne arcydzieła naszej osobowości. A przecież to one stanowią o naszej wyjątkowości, unikalności i wartości.

Nieznajomość siebie sprawia, że wykorzystujemy tylko znikomą część naszych możliwości.

Blokuje nas lęk, by nie wyszło na jaw, że jesteśmy straszni, śmieszni, nieporadni, wstydliwi, gapowaci, głupi, nienormalni, choć nigdy do tej pory nie zastanowiliśmy się dobrze, skąd takie przekonania na własny temat wzięły się w naszej głowie.

Żyjemy jak kierowca, który ma w kieszeni kluczyki do szybkiego sportowego samochodu, ale wciąż chodzi na piechotę. Gdy sobie o nich przypomni, wsiada za kierownicę, ale nie będąc świadomym tego, w jakim samochodzie siedzi i co to cudo potrafi, wykorzystuje tylko niewielką część jego mocy, poruszając się po drodze jak niedzielny kierowca. Narzeka jednocześnie, że gdyby miał taki samochód jak inni, którzy ciągle go wyprzedzają, mógłby naprawdę wiele zdziałać i wiele osiągnąć.
A przecież on cały czas może i to dużo więcej niż inni, jeśli chcielibyśmy zostać już przy porównywaniu się i zestawianiu z tym, co robią inni ludzie.

Pod maską własnego umysłu, serca i osobowości mamy potężny silnik, który tylko czeka, aż wciśniemy gaz w podłogę i zerwiemy asfalt na życiowej drodze. Jeśli coś z nami jest nie tak, to tylko to, że jeszcze tego nie zrobiliśmy. Dlatego najwyższy czas, by zacząć przyglądać się sobie, zadawać pytania o cel swojego życia, poznawać swoje mocne i słabe strony. Dzięki temu przestaniemy się w końcu snuć po wąskich uliczkach stworzonych przez codzienne narzekanie, marudzenie, niezadowolenie i żal do siebie, zrodzony ze zmarnowanych okazji i szans.
Czas przestać odwracać wzrok od tego, co nieprzyjemne i co wymaga oczyszczenia, wysprzątania, zezłomowania i wyrzucenia.

Nie zrobimy tego w biegu. Tu potrzebna jest chwila zatrzymania i spokojne rozejrzenie się po swoim życiu, by znaleźć odpowiedź na pytanie: kim jestem?

Nic nie robić, tylko być, by odkryć, kim jestem

Nic nie robić, tylko być.

Zamiast zastanawiać się, czy coś ze mną jest nie tak, każdego dnia znajdźmy chwilę, by zwyczajnie posiedzieć.
Zróbmy sobie ulubiony napój, ustawmy krzesło, czy fotel w ulubionym miejscu i kierunku, by widok przed nami nie napawał nas niesmakiem i nie wpędzał w zły nastrój.
A potem po prostu siedźmy i patrzmy. Pozwólmy myślom płynąć. Zadawajmy pytania, które dotyczą ważnych dla nas spraw. Szczególnie te pytania, które dotyczą nas samych i prawdy o nas.
To są jedne z najcenniejszych chwil w naszym życiu. Z drugiej strony bardzo niedocenianych i może dlatego zaniedbywanych.

Życie ma różne kolory - widzę to, gdy wiem, kim jestem

Prawda o nas samych ma jasne i ciemne kolory.

Jest sporo słońca i równie dużo cienia. To my w całej swojej pełni. Bez jasnych i ciemnych stron  nasze życie nie byłoby pełne. To dobra wiadomość – pierwszy krok do pełnej akceptacji siebie.

Puśćmy wodze wyobraźni i zobaczmy swoje piękno, wyjątkowość i blask. Bądźmy dla siebie dobrzy – jak przyjaciele.  To nasze życie i czas, by przestać na siebie krzyczeć.

Możemy żyć w naprawdę wyjątkowy sposób i kreować każdego dnia niezapomniane chwile, ale zacząć musimy od zaakceptowania tego, co jest i uznania, że to wszystko jest nasze.
Potem krok po kroku, dzień po dniu, pokój po pokoju, sprzątajmy, czyśćmy, wietrzmy, malujmy, przerabiajmy tak, by mieszkać i żyć w domu, który sami stworzymy, a nie który od zawsze chcieli dla nas stwarzać inni, nie patrząc na to, czego my naprawdę od swojego życia chcemy.

Podziel się, jeśli uznasz, że warto 😉