Po co żyję i czy coś by się zmieniło, gdyby mnie zabrakło?

Co by się zmieniło w miejscu, w którym teraz żyję?

Jak poradziliby sobie ludzie, którym każdego dnia poświęcam najwięcej swojego czasu, pomagam im kosztem siebie, chronię ich i daję rady, które mogą im pomóc?

Co zmieniłoby się w mojej pracy, której poświęcam się bez reszty, nie patrząc na swoje zdrowie, na rodzinę, na własne dobro?

Jakie odczucia pojawiłyby się w ludziach, którzy teraz wg mnie nie potrafią sobie poradzić bez mojej pomocy?

Czy moja rodzina dałaby sobie radę beze mnie, czy może ich świat zupełnie by się zawalił i nie wiedzieliby jak zadbać o dom, o jedzenie, o porządek, o…. ?

Gdy nie wiem, po co żyję –  żyję życiem innych

Czasem zapędzamy się w swoim myśleniu tak daleko, że zatracamy siebie. Robimy mnóstwo takich rzeczy, które całkiem spokojnie mogliby zrobić inni. Pomagamy innym, choć oni wcale tej pomocy od nas nie oczekują, ale coś nam każe wtrącać swoje trzy grosze w każdą sprawę, która wg nas wymaga naszej interwencji.
Żyjemy w myślach cudzymi problemami, szukając ich rozwiązania, choć samym zainteresowanym nawet przez myśl nie przejdzie, by ruszyć choćby palcem.
Zatracamy się i poświęcamy dla dobra rodziny, choć od dawna nikt już tego nie docenia, nie zauważa, jakby to było coś oczywistego, normalnego i co należy im się z urzędu.

Znam takie osoby. Nie mają swojego życia, bo cały ich czas wypełniony jest zajmowaniem się innymi, pracą na rzecz innych, wyręczaniem innych, ratowaniem z opresji, prowadzeniem za rękę i noszeniem ich na swoich plecach.

Puste ławki - gdy wiem, po co żyję, wiele się zmieni

Czy rzeczywiście jesteśmy tacy niezbędni?

A może czas zająć się swoim życiem? Może to najwyższa pora, by zadbać o swoje szczęście, skupić się na swoim dobru, na odpoczynku, zdrowiu, czasie przeznaczonym na własne potrzeby?
Może to chwila, w której trzeba pozwolić innym popełniać błędy, bo inaczej nigdy niczego się nie nauczą? Może warto przyznać się do tego, że nie mogę zawsze wszystkich ratować i zajmować się zbawianiem całego świata, poświęcając swoje życie.

Odpowiedź na pytanie: “Po co żyję?” wymaga odwagi

Po co żyję?

By uszczęśliwić przede wszystkim siebie samego. Nacieszyć się chwilą. Rozniecić światło, które mam w sobie. Rozwinąć skrzydła możliwości i pasji, by wzlecieć jak najwyżej i przeżyć wspaniałe chwile.

Urodziłem się po to, by cieszyć się życiem, dbając przede wszystkim o siebie, o swoje światło, o swój pokój, o swoją radość, o swoje zdrowie, o miłość do siebie.

Tylko wtedy będę w stanie naprawdę dać innym wszystko, co najlepsze i tylko dzięki zadbaniu o własne dobro, będę miał czym dzielić się z tymi, którzy tego dobra w sobie jeszcze nie dostrzegli.

Jeśli uważasz, że warto - podaj dalej ;)