Jak zaakceptować siebie

Temat bardzo znany i wciąż sprawiający wielu ludziom problemy. Można by powiedzieć, że coraz większej grupie ludzi. Jesteśmy coraz słabsi pod tym względem. Kolejne pokolenia przejmują niską samoocenę i brak akceptacji od swoich rodziców czy wychowawców.

Mimo trudności, jakie nam może sprawiać, akceptacja siebie jest jednym z filarów poczucia własnej wartości. To, czy siebie akceptujemy, czy też nie, wpływa mocno na wszystkie płaszczyzny naszego życia. Również na relacje z ludźmi, otoczeniem, światem, Bogiem i oczywiście ze samym sobą, bo głównie tej relacji temat samoakceptacji dotyczy.

Czym jest samoakceptacja?

To odmowa bycia swoim wrogiem – mówiąc bardzo krótko. Ponieważ samo to stwierdzenie nie wystarczy, byśmy zaakceptowali siebie, jeśli w tej chwili mamy z tym problemy, dlatego rozwiniemy nieco ten temat.

3 poziomy samoakceptacji wg Nathaniela Brandena

  • Pierwszy poziom dotyczy bycia po swojej stronie, bycia swoim sprzymierzeńcem, stania po tej samej stronie barykady podczas różnych życiowych sytuacji, zwłaszcza tych trudnych, wymagających od nas konfrontacji i dokonywania wyborów.
  • Drugi poziom zawiera w sobie chęć i gotowość doświadczania tego, co jest, takim jakie to jest, bez negowania, że to, co moje, a co mi się nie podoba, nie jest moje i ja to odrzucam.
  • Trzeci poziom określa jeszcze bliższe relacje ze sobą, niemal przyjacielskie, współczujące, pełne zrozumienia i przebaczenia.

Bycie po swojej stronie oznacza, że deklarujemy nie bycie swoim wrogiem, a to w sytuacji, gdy wiele elementów naszej osobowości, naszego ciała, naszego życia nam się nie podoba, jest dość trudne. Jednak bez tej podstawy, trudno mówić o pełnej samoakceptacji, a nawet o rozpoczęciu procesu dochodzenia do niej.
Dlatego ten pierwszy poziom pociąga za sobą uznanie i podejmowanie każdego dnia stanowczej decyzji, albo deklaracji, jak wspomniałem wcześniej:

Decyduję się cenić siebie, traktować się z szacunkiem i walczyć o swoje prawo do istnienia.

Te słowa, może na początku wypowiadane bez przekonania, nie są bez znaczenia. To wyraz solidarności ze sobą niezależnie od sytuacji i wszystkiego, co nas w życiu spotyka. Gdy będziemy ją powtarzać codziennie, kiedy tylko sobie ją przypomnimy, wejdzie nam w myślowy krwiobieg i przypomni się wtedy, gdy najbardziej będziemy potrzebować swojego wsparcia.

Samoakceptacja to też świadomość tego, co jest nasze

To świadomość tego, co myślimy, czujemy, pragniemy, robimy, kim jesteśmy w danej chwili i na co dzień. To uznanie, że ciało na które patrzę, jest moje, choć go nie lubię a może nienawidzę. To uznanie, że słowa, które wypowiedziałem w złości, należały do mnie i nie wypieram się tego.
Jeśli naprawdę chcemy siebie zaakceptować, trzeba byśmy wyrazili gotowość doświadczania tego, co w danej chwili myślimy, czujemy, jak się zachowujemy. To uznanie tego, co jest, że to jest i jest to naszym udziałem w tej właśnie chwili.
Zamiast walczyć ze złym samopoczuciem od samego rana, uznajmy ten fakt, powiedzmy temu uczuciu TAK, poświęćmy chwilę, by mu się przyjrzeć, może zapytajmy, co nam chce powiedzieć, o jakich myślach, które je wywołały, chce nam przypomnieć.
To, z czym walczymy, rośnie w siłę i zasilane jest naszą energią oporu. Gdy pozwolimy temu dojść do głosu, to tak, jakbyśmy przyciągnęli napierającego na nas napastnika do siebie, zamiast go od siebie odpychać. Ta chwilowa uległość sprawi, że siła z jaką na nas napiera zostanie skierowana w pustkę i rozwieje się, a napastnik bardzo prawdopodobne, że się przewróci.

Gdy pojawi się emocja, czy też zachowanie, którego nie chcemy doświadczać i którego najchętniej byśmy się pozbyli, powiedzmy:

To jest wyraz mnie, który nie musi mi się koniecznie podobać, ale jest mimo wszystko ekspresją mojej osoby, przynajmniej w tej chwili, w której się pojawia.

To nasz wyraz szacunku dla rzeczywistości.

Zaakceptować siebie to przestać walczyć z tym, co jest

Od dzieciństwa wiele osób nauczyło się walczyć ze swoim uczuciami, które ktoś zakwalifikował jako negatywne. Z roku na rok stawaliśmy się coraz lepsi w walce z gniewem, zazdrością, lękiem, poczuciem winy, bólem i innymi niekomfortowymi stanami ciała, umysłu i ducha.
Czas by uznać, że to co jest to jest. Bez oceniania, osądzania, tłumaczenia siebie przed sobą i innymi. To podstawowy i pierwszy krok, jeśli chcemy zakończyć walkę ze sobą i przybliżyć się do chwili, gdy w pełni siebie zaakceptujemy.
Kiedy coś akceptujemy, to nie tylko to dostrzegamy i idziemy dalej przechodząc nad tym do porządku dziennego. To coś więcej. My się z tym naprawdę spotykamy, odczuwamy, obdarzamy uwagą, bez oceny i nazywania. To inne spotkanie niż to na poziomie samych myśli o tym.

Zaakceptować siebie, to doświadczać

Akceptować różne aspekty siebie do doświadczyć tego, uświadomić sobie obecność i fakt, że jest to część nas, a nie dodatek do naszej rzeczywistości. Nawet jeśli nie są to zbyt miłe emocje, których chcemy jak najszybciej się pozbyć. Gdy od samego początku skupimy się na ich odrzuceniu i negacji, tym bardziej do nas przylgną, wzmocnią swoje negatywne oddziaływanie na nas, zepną wszystkie nasze mięśnie i spotęguję stres.
Kiedy naprawdę sobie uświadomimy, co w danej chwili czujemy i nazwiemy to uczucie po imieniu, dotrze do nas, że to nasze, że jest w nas, że jest z jakiejś przyczyny i z jakiegoś powodu. Nic jednak nie zmieni faktu, że to już jest. Jedyne co mądrego możemy uczynić to uznać to uczucie, zachowanie, stan w którym się znaleźliśmy i pozwolić mu się przejawić w pełni.
Koniec walki z nim oznacza początek uwolnienia od niego. Zaprzeczanie i ucieczka nigdy nam tego nie da.

Kobieta w lustrze - jak zaakceptować siebie i być szczęśliwym

Zaakceptować siebie, to uznać istnienie tego, co już jest

Żeby ruszyć z miejsca, trzeba zaakceptować fakt, że tu stoję, w tym miejscu. Uznać obecność tego miejsca z którego chcę wyruszyć dalej. By zmienić uczucie, które nam nie służy, najpierw trzeba zaakceptować fakt jego obecności w nas, przyznać się do niego, że istnieje. Wtedy mogę coś z nim zrobić. Co – to już zależy od całego kontekstu i rodzaju uczucia, czy emocji, czy jakiejkolwiek sfery nas samych. Ale początkiem zawsze jest uznanie faktu istnienia i tego, że to, co jest, należy do mnie. Nie muszę tego lubić. Akceptacja to nie lubienie, zachwycanie się sobą mimo popełnianych błędów. Gdy uznam coś za swoje, pojawi się determinacja, by do udoskonalić, zmienić, ulepszyć, naprawić. Tylko w takiej kolejności. Nie zmienię czegoś, czego nie uznaję, co usuwam w niebyt, co odrzucam jako moje.

Zaakceptować siebie, to współczuć

Samoakceptacja to też popatrzenie ze współczuciem i zrozumieniem na siebie w trochę szerszym i głębszym wymiarze.
Kiedy robimy coś, co inni uznają za złe, to czy my również w danej chwili tak to postrzegamy? To pytanie o motywy naszego działania, myślenia, wyrażania emocji? Co było na początku, czym się kierowaliśmy gdy zdecydowaliśmy się na takie czy inne zachowanie, którego teraz musimy się wstydzić?

Zaakceptować siebie, to wziąć odpowiedzialność

Jeśli uznam, że to, co zrobiłem to ja zrobiłem i biorę za to odpowiedzialność, mogę coś z tym zrobić. Mogę naprawić, zadośćuczynić, odkupić. Gdy biorę odpowiedzialność za siebie i swoje życie, łatwiej mi zrozumieć motywy swojego działania. Gdy zaś je zrozumiem, następnym razem przy pojawieniu się podobnej sytuacji, łatwiej m będzie podjąć bardziej trafną decyzję i wybrać lepsze rozwiązanie, niż za pierwszym razem.
Ale najpierw muszę uznać, że popełniony błąd należy do mnie i biorę za niego odpowiedzialność.

To sztuka przez zewnętrzne czyny i zachowanie, przebić się do człowieka, doszukać prawdziwych motywów i zrozumieć. Gdy w ten sposób traktować będziemy siebie, z czasem coraz łatwiej przychodzić nam będzie życzliwe traktowanie i myślenie o sobie. To właśnie znaczy zaakceptować siebie.

Choć sztuka to niełatwa, to jednak możliwa. Gdy wiemy o niej coraz więcej, możemy już coś z tą wiedzą zrobić. Możemy wykorzystywać ją w codziennym życiu i coraz częściej stawać po swojej stronie, uznawać za swoje to, co naprawdę jest nasze i ze zrozumieniem podchodzić do wszystkiego, co stanie się jeszcze naszym udziałem. Niezależnie, czy będzie to coś miłego, czy bolesnego. Jeśli to należy do nas, to uznajmy ten fakt. To początek do zmiany na lepsze.

Podziel się, jeśli uznasz, że warto 😉