Co jest naprawdę ważne w życiu – jak dostrzec to

Co jest naprawdę ważne w życiu?  – pytanie, które warto zadawać sobie niejeden raz.

Każdy, kto chodzi po górach, wie jak niesamowite są przeżycia, które towarzyszą podczas spoglądania z nawet niewielkiego górskiego szczytu.

Do mnie wracają one za każdym razem, gdy zobaczę zdjęcie gór, albo wrócą wspomnienia z górskich wędrówek.

Norwegia – miejsce, gdzie łatwiej odkryć, co jest naprawdę ważne w życiu

Cisza – tak głęboka, że aż dźwięczy w uszach. Jak na norweskich bezludnych obszarach, kiedy zatrzymywałem się na kawę przy jednej z tamtejszych dróg.

Podróż do Norwegii to dla mnie czas wielu osobistych przemyśleń, odkryć i lepszego poznania siebie. Tam nie był potrzebny zegarek, zwłaszcza, gdy noc niewiele różnił się od dnia i tak naprawdę nie wiadomo było, kiedy się zaczyna, a kiedy kończy. To pozwala na oderwanie się od codzienności i prawdziwy odpoczynek. Umysł również wtedy odpoczywa. A kiedy on trwa w lekki uśpieniu, do głosu dochodzi dusza, która jako jedyna wie, co jest naprawdę ważne w życiu i kim jesteśmy w swej istocie.

Idealnie jest, kiedy w ciągu roku udaje nam się wyjechać na kilka tygodni w miejsca, w których potrafimy naprawdę odpocząć. Gdzie można zdystansować się do tego, czym żyjemy każdego dnia i wokół czego krążą nasze myśli. Jeśli jednak nie mamy takiej możliwości, albo ten czas jest nie wtedy, gdy naprawdę go potrzebujemy, możemy wykorzystać te chwile w ciągu dnia, gdy nie musimy niczego robić.

Wtedy mamy wybór:

  • albo zabić czymś czas, robiąc coś dla samego robienia,
  • albo pozwolić sobie na chwilę bycia, posiedzenia w ciszy, na nic nie robienie, na bycie obserwatorem. Tym, który patrzy ze szczytu na swoje życie, bo zależy mu na dostrzeżeniu tego, co tak naprawdę ważne.

Działaj!

Umysł wciąż dąży do działania, przemierzania kilometrów dróg, zdobywania kolejnych etapów na drodze do wyznaczonych celów. Byle tylko nie znaleźć się w stanie bezczynności, która oznacza dla niego odebranie kontroli nad biegiem zdarzeń.

A właśnie tego potrzebuje nasza dusza, by w końcu móc nam powiedzieć coś ważnego.
Tego potrzebuje każdy z nas, by z dystansu popatrzeć na to, czym się akurat zajmuje, co jest ważne, nad czym pracuje, co stanowi realizację nowego pomysłu.

Gdy na drodze do spełnienia marzeń, realizacji celów i planów pojawiają się trudności, przeszkody, kłody, ślepe uliczki, koniecznie się zatrzymajmy.
To najlepszy sposób na wykorzystanie czasu, na jaki możemy sobie pozwolić i jaki jest konieczny. Po to, by wyjść z impasu i na nowo złapać wiatr w żagle i wrócić na obrany wcześniej kurs.

Umysł będzie protestował, że to marnowanie czasu, że można by było w tym czasie coś produktywnego zrobić, coś załatwić, coś przekopać, napisać, z kimś się spotkać itd.
Ale nie słuchajmy go, bo to panikarz. Zrobi wszystko, by nie zostać choć na chwilę odstawionym na boczny tor i nie dać dojść do głosu duszy.

Kiedy na plecach czujemy niejako oddech naszych problemów, trudno się zatrzymać.
Wiem, o czym mówię. Tego nie wyczytałem w książkach, ale to doświadczenie mojego życia i wielu wyborów. Bardziej lub mniej trafionych, ale zawsze cennych, jeśli po ich dokonaniu udało mi się wyciągnąć konkretną lekcję na przyszłość.

Norwegia - fjord

Cenna lekcja

Jedną  z tych najcenniejszych lekcji jest właśnie ta:

Jeśli chcesz odkryć, co jest naprawdę ważne w życiu, zawsze warto “zmarnować” trochę czasu na BYCIE. Na obdarzanie uwagą tego, co jest, bez związku z danych problemem czy sytuacją> Tak, by nie przegapić życiowych szans, rozwiązań i naprawdę rewelacyjnych pomysłów, które ma dla nas dusza i świat, Bóg.
Możesz cały miesiąc kopać zaciekle w ziemi. Jednak jeśli nie wiesz, po co kopiesz i dlaczego, możesz ze swojego życia zrobić jedynie wielki plac budowy.

Może czas wyjść z tego dołu, który wykopaliśmy w ostatnim czasie. Wejść na wzgórze, usiąść na godzinę, dwie, może pięć i pozwolić sobie być.
Pozwolić myślom płynąć, a oczom chłonąć to, co przed nami i wokół nas. Bez nazywania, oceniania, skupiania na bieżących życiowych problemach.

Czasem poczucie bezsilności i pozorne poddanie się, to początek zmiany na lepsze. Umysł składa broń, a dusza przejmuje dowodzenie. Gdy oboje się dogadają i razem zaczną nam towarzyszyć w codziennych działaniach, z pewnością dużo więcej zrobimy.  Mądrzej wybierzemy i dużo szybciej dotrzemy tam, dokąd zmierzamy.

Tego życzę sobie i tobie, gdziekolwiek się teraz znajdujesz i dokądkolwiek chcesz dojść.
Obyś zawsze wiedział dokąd. A jeśli nie wiesz, znajdź swoją górę i po prostu chwilę tam posiedź.

Nie szukaj rozwiązań.

One przychodzą, gdy przestajemy ich szukać i pozwalamy sobie po prostu BYĆ.

Podziel się, jeśli uznasz, że warto 😉