Dlaczego tak rzadko myślimy o szczęściu

A zamiast tego, skupiamy się na tym, czego nie chcemy, czego się boimy, przed czym pragniemy uciec, schować się, zniknąć?

To pytanie może zadać sobie każdy z nas. Odpowiedź wydaje się prosta:
chcemy się na to przygotować. To mechanizm  obronny. Instynkt samozachowawczy, a umysł, jak za pradawnych czasów, przekonuje nas, że tak trzeba i nie ma co sobie odpuszczać.

Ok. Skoro tak mówi…

Ale co nam daje  to myślenie o tym, czego nie chcemy? Skoro ma nam to pomóc w przygotowaniu się na “najgorsze”, to co – prócz myślenia o tym – robimy? Czy przygotowujemy plan działania? Czy skupiamy się na wymyśleniu drogi wyjścia i każdego dnia stawiamy kolejne kroki, by ją przebyć?

Powiemy: strach jest mocniejszy i nie da się ot, tak, nie myśleć o tym i jakby nigdy nic skupić się na działaniu i wprowadzaniu w życie ratunkowego scenariusza.

Czy na pewno się nie da? Niektórzy mówią, że nie da to się parasola w …. rozłożyć. Co znaczy: NIE DA SIĘ w zetknięciu  z moim konkretnym problemem, który wciąż jest nierozwiązany? Też pomyśl, bo mój problem na pewno cię nie interesuje.

Codziennie od rana umysł generuje tony myślowych śmieci

To myśli o problemach, kłopotach, niekorzystnych zdarzeniach, sytuacjach, okolicznościach, które mogą tego dnia mieć miejsce i stać się naszym udziałem.
Zasypuje nas nimi jak śmieciarka, która codziennie wjeżdża do ogrodu naszego życia i niszczy najpiękniejsze kwiaty i rośliny, który nie zdążyły jeszcze przebić się przez warstwę ziemi. A my mówimy: tak trzeba. Przecież nie możemy zaprzeczyć istnieniu śmieci.

Tylko dlaczego pozwalamy, by lądowały w naszym ogrodzie i zatruwały nas swoim toksycznym odorem?
Te śmieci to myśli o tym, co może stać się złego z naszym ogrodem: o gradobiciu, o nocnym przymrozku, o suszy, wandalach, złodziejach, pladze ślimaków, biurokracji przez którą ktoś zmusi nas do opryskania ziemi pestycydami….

Zamiast cieszyć się pięknem kwiatów, roślin, wdychać czyste powietrze i pozwolić słońcu, wiatrowi, deszczowi i ziemi robić swoje, my pozwalamy na wygenerowanie kolejnych ton śmieci, by potem przez resztę dnia, grzebać w nich, pławić się, odpływać w ich trujących wyziewach. Przecież trzeba się martwić. Trzeba być odpowiedzialnym i poważnie podchodzić do  życiowych trudności i tego, co złego może się nam, czy naszym bliskim przytrafić.

Tyle, że większość z nas zatrzymuje się na etapie myślenia. W ten sposób pozwalamy się ograbić z tak dużej ilości życiowej energii, że potem nie mamy już siły, by cieszyć się odrobiną spokoju, czy też zauważyć to, co dobrego nas dziś spotkało, co udało się zrobić, czego doświadczyć…

Chcę myśleć o szczęściu, ale jak to robić?

Z jednej strony to proste: myśl o tym, czego chcesz i skup się na działaniu zmierzającym do urzeczywistnienia tego. Nie bagatelizuj możliwych zagrożeń, ale nie poświęcaj temu 99% swojego czasu, uwagi, uczuć, emocji, słów i myśli, bo nie starczy Ci tego na życie i tworzenie rozwiązań, dróg wyjścia, stawianie małych, ale codziennych kroczków w stronę swoich marzeń.

Z drugiej strony to trudne i wymaga naszej świadomej uważności, bycia czujnym, zwracania uwagi na to, do czego znów pobiegła nasza uwaga i na czym skupia się umysł.

To całodobowa praca, ale nie syzyfowa. To troska o nasz życiowy ogród.  On sam o siebie nie zadba. Został oddany w nasze ręce, byśmy tworzyli, kreowali, budowali, urzeczywistniali wielkie i piękne dzieła.

Jeśli mamy mnóstwo problemów, to zastanówmy się:

  • Co robimy, by było ich mniej?
  • Jak często o nich myślimy?
  • Jak wiele jest w tym strachu?
  • I jaki ma sens to całe myślenie, generowanie jeszcze większej  ilości strachu, poczucia niepewności i braku bezpieczeństwa, bezradności?

Jeśli uznamy, że nie widzimy sposobu na rozwiązanie tego problemu, to ok. Tylko w takim razie, po co dalej na nim się skupiać? Czy przez wdychanie oparów trucizny sprawimy, że ona zniknie?

Czy  wystarczy tylko myśleć o szczęściu, by naprawdę być szczęśliwym?

Najpierw pomyślmy, GDZIE teraz jesteśmy i DOKĄD chcemy dojść.
A potem skupiając się na celu podróży, otwórzmy się na to, co podpowiada nam dusza, serce, życie. Otwórzmy szeroko oczy, nadstawmy uszu, zasięgnijmy języka, poprośmy o pomoc, radę, wsparcie. Zróbmy wszystko, co w naszej mocy, by odkryć sposób dotarcia do obranego celu.

Nie poprzestawajmy na samym myśleniu o tym, że tak bardzo nie chcemy być TU, gdzie jesteśmy.
Myślmy o tym, GDZIE chcemy być. Wtedy umysł zmieni filtr i zacznie szukać sposobów dojścia.

Bóg, Aniołowie, Istoty Światła, Dobrzy Ludzie – WSZYSTKO, CAŁY ŚWIAT stanie po naszej strony. Ale to my musimy postawić ten pierwszy krok. To my musimy zdecydować, że chcemy tam dojść. To my mamy wziąć pełną odpowiedzialność za swoje życie i każdego dnia skupiać się na tym, czego chcemy, zasilając w ten sposób nasz życiowy ogród najlepszą z możliwych energii: MIŁOŚCIĄ, SPOKOJEM, UFNOŚCIĄ, WIARĄ.

Jeśli uważasz, że warto - podaj dalej ;)