Dlaczego warto marnować czas

Najlepszy nauczyciel marnowania czasu

Odkąd pierwszy raz zetknąłem się z książkami Eckharta Tolle, byłem pełen podziwu dla stoickiego spokoju tego człowieka.

Nie zazdrościłem mu umiejętności bycia tu i teraz. Wiedziałem też dobrze, o czym mówi i jak to jest cieszyć się życiem w chwili obecnej, wykorzystując życie w pełni i tworząc je przy użyciu swoich talentów.

Do dziś jednak nie udało mi się utrzymać tego na stałe. Co jakiś czas wracam do tego stanu, po czym gdzieś go gubię. Przyznam, że nie wiem, w czym tkwi problem, ale tak właśnie wygląda to w moim przypadku.

Piszę o tym, bo właśnie kolejny raz w moim życiu pojawił się ten niesamowity czas, kiedy życie toczy się tu i teraz, a ja pozwalam, by przejawiało się w takim sposób, jaki chce, bo uznaję, że jest najlepszy.

Czy wystarczy marnować czas, by być szczęśliwym

Czy w takiej sytuacji, gdy otwieram się na to, co niesie ze sobą każda chwila, sam nie mogę nic od siebie dodać, zmienić, poprawić?

Wręcz przeciwnie.
Dary życia to jedno, a moje zaangażowanie to drugie. Tyle, że w tej sytuacji o wskazówki i prowadzenie zwracam się do swojej duszy i serca. Bardziej polegam na intuicji, odczuciach wewnętrznych, podświadomości, zamiast jak zwykle kierować się jedynie logicznym rozumem.

Rozum wciąż naciska, by działaś, działać, działać. Iść przed siebie. Wyznaczać cele i bez zatrzymywania się, przeć do przodu. Jednak kiedy brakuje czasu na refleksję, przemyślenia, usłyszenie głosu serca i duszy, która ma najlepszy kontakt z życiem, można bardzo łatwo zabłądzić, wybrać ślepą uliczkę i miotać się pod murem przeciwności i problemów…

Odpowiedzi są w nas. Tu są wskazówki, którą drogę wybrać. Tu jest mądrość, której rozum nigdy mieć nie będzie.
By ją usłyszeć, potrzebuję chwili ciszy, zatrzymania się, obdarzenia uwagą tego, co jest, bez naciskania i wymuszania zdarzeń. To czas na słuchanie w przeciwieństwie do ciągłego paplania mojego rozumu, któremu wydaje się, że wie najlepiej.

Marnować czas i działać, by uniknąć błądzenia

Kiedy łączę podpowiedzi duszy (a one pojawiają się najczęściej w chwilach bezczynności, siedzenia i “marnowania czasu” ) z logicznym rozumowaniem i doświadczeniem umysłu – robię to, co właściwe i co prowadzi mnie do wybranego celu. Bez pośpiechu, bez obawy, że może to nie to. Ufam, że idę w dobrą stronę.

Nie działam jednak w zaślepieniu opierając się tylko na tym pierwszym sygnale. Każdego dnia daję sobie czas na obecność, “zmarnowanie” kilku chwil, na trwanie w ciszy (a nawet jeśli jej nie ma wokół mnie, to wystarczy zwykła obserwacja otoczenia, obdarzanie uwagą tego, co jest), dzięki czemu wciąż otwarty jestem na nowe wiadomości dotyczące kursu, który obrałem i który w każdej chwili mogę odpowiednio skorygować.

Działanie natchnione bardzo mocno różni się od zwykłego działania umysłowego. Jest pełniejsze, bardziej celowe i wolniejsze od lęku i pytania: a co jeśli się nie uda?

Być tu i teraz.
Do dar i zobowiązanie, bo wymaga dbałości, troski i systematyczności w codziennym, choćby chwilowym “marnowaniu” czasu na zwykłe bycie, obdarzanie uwagą tego, co jest.

Ale warto. Przekonaj się jeszcze dziś.

Podziel się, jeśli uznasz, że warto 😉