Różne oblicza mojego szczęścia

Oblicze mojego szczęścia – nie jest jedno. Jest ich wiele. Czasem o nich zapominam, innym razem gubię, albo udaje, że nie widzę. Dzięki takim wpisom, jak ten, przypominam sobie o tych, które najmocniej utkwiły w mojej pamięci.

Przez wiele lat, co roku, przemierzałem polskie Tatry i bieszczadzkie połoniny. To było jak cenny rytuał, bez którego trudno było mi sobie wyobrazić choćby jedno lato, czy jesień.

Niejeden raz zastanawiałem się, czemu to robię. Przecież nierzadko schodząc z góry miałem serdecznie dość, bolały mnie stopy, plecy, a w brzuchu kiszki marsza grały, bo źle obliczyłem ilość potrzebnego prowiantu, który rano zabrałem ze sobą w drogę.
Bieszczady - oblicze mojego szczęścia

1. oblicze mojego szczęścia – wschód słońca na Tarnicy

Pamiętam nocną wyprawę na Tarnicę. Chcieliśmy obejrzeć ze szczytu wschód słońca. Kto wędrował po lesie nocą, wie, że nie należy to do najprzyjemniejszych przeżyć. Jednak wszystko zależy od tego, po co się idzie, dokąd się zmierza i jaki mamy w tym cel.

Wschód słońca był niesamowity. Cisza, która nas otaczała, była tak głęboka, że aż było ją słychać. Nie da się tego opisać. To trzeba przeżyć. Wizja wschodzącego nad horyzontem słońca, poczucie przestrzeni, wolności, zjednoczenia z naturą – to wszystko sprawiało, że strach pojawiający się na odgłos szelestu w ciemnych zaroślach, blask latarek straży granicznej w oddali, dziwne odgłosy za plecami, nie miały najmniejszego znaczenia. Dodawały tylko sił i motywacji, by przyspieszyć kroku, dzięki czemu szanse, że przegapimy pierwsze promienie słońca, malały do zera.

Tatry- Świnica - Oblicze mojego szczęścia

2. oblicze mojego szczęścia – słońce na Świnicy

Podobnie było podczas wędrówek szlakami polskich Tatr. Nie należałem do tych śmiałków, którzy wybierają najtrudniejsze trasy. Wolałem raczej bezpiecznie wrócić do domu, w którym się zatrzymywałem, niż dołączyć do listy tych, dla których góry stały się miejscem wiecznego spoczynku. Mimo to, wyprawa na Świnicę w pełnej mgle, we wrześniu 1990 roku nie należała do najłatwiejszych. Oblodzone skały, łańcuchy i półmetrowa pokrywa śniegu, mocno utrudniały podejście na szczyt. Chcieliśmy go jednak zdobyć. Szliśmy zwracając baczną uwagę, by nie zboczyć ze szlaku, co mogło nas kosztować życie. Metr po metrze, krok po kroku, zbliżaliśmy się do celu.

Nie wiem, czy moi przyjaciele również, ale ja miałem nadzieję, że słońce, które cały czas schowane było za chmurami i mgłą, choć na chwilę wyjdzie i pozwoli nam się cieszyć wyjątkowym widokiem. I to dodawało mi siły. Rozpraszało zmęczenie. Pomagało iść mimo zimna, bocznego wiatru pokrywającego warstwą lodu jedną stronę naszych ubrań. Szedłem na szczyt i oczami wyobraźni widziałem piękny widok. Szaleństwo, prawda? Wokół mgła, która ograniczała widoczność do dwóch metrów, a ja myślałem o widokach i słońcu.

Dotarliśmy szczęśliwie na szczyt, choć przez chwilę trudno było zorientować się, czy to on, czy może trzeba iść jeszcze dalej, bo wydeptanych w śniegu ścieżek, było więcej niż ta, którą należało wrócić. Nie ryzykowaliśmy jednak i na chwilę zatrzymaliśmy się w miejscu, które uznaliśmy za cel. I wtedy stało się coś niesamowitego. Wiatr, które jeszcze do niedawna mroził nasze ciała, teraz na chwilę rozwiał mgłę i chmury i przez jedną chwilę dotarły do nas promienie słońca. Nie zatrzymały się na szczycie, ale przeszyły te setki metrów w dół, odbijając się od strumienia, który płynął u podnóża góry. Dla tego jednego widoku, dla tego doznania piękna, warto było iść, marznąć, czuć zmęczenie. Do dziś mam przed oczami ten moment i wspominam go z ogromnym sentymentem.

Wędrowiec - górski szlak - Oblicze mojego szczęścia

3. oblicze mojego szczęścia – codzienność pełna pytań

Czemu o tym wszystkim mówię, wspominam to i dzielę się w tym miejscu? Bo niedawno dotarło do mnie, że w życiu jest bardzo podobnie, jak podczas wyprawy w góry. Wyruszamy każdego dnia, mając przed sobą do przejścia mniejszy lub większy odcinek drogi. Zaczynamy dzień i w tym momencie ważne jest zadanie sobie pytania:

  • Dokąd idę?
  • Jaki szlak wybieram?
  • Czego mogę potrzebować podczas drogi?
  • Na co muszę się przygotować, by nie zaskoczyło mnie i uniemożliwiło dalszą wędrówkę?

Podobieństwo codziennych zajęć doprowadza nas często do rutyny i bezmyślności. Ciało jest tu, ale myślami jesteśmy zupełnie gdzie indziej. To sprawia, że nie potrafimy cieszyć się tym, co napotykamy w ciągu tego jednego dnia. Z niecierpliwością oczekujemy wieczora, gdy zostawimy za sobą ten cały natłok zajęć, obowiązków, przymusów i życiowych zobowiązań. Jutro kolejny dzień, który jakoś trzeba będzie przeżyć. Byle do piątku. Byle był już weekend.

Każdego dnia, jak to podczas każdej wędrówki, napotykamy na różne przeszkody, utrudnienia, wywołujące w nas lęk zdarzenia, ludzi, którzy nie zawsze są po naszej stronie. I to wszystko sprawia, że idziemy wolniej, bez radości, poczucia szczęścia, motywacji, z coraz większym poczuciem bezsensu tego, czym wypełnia się każdego dnia nasze życie. To one wysysają z nas energię, pozbawiają zapału, zajmują cenny czas i uwagę. To przez nie do celu docieramy z dużym opóźnieniem, albo wcale.

Podczas wędrówki po górach, też nie jest lekko. Są kamienie, uskoki skalne, potoki, strome podejścia, silny wiatr, nagły deszcz, a nawet ulewa, śnieżyce, doskwierające uczucie głodu czy pragnienia w upalne dni, marudzący i narzekający przyjaciele, z którymi spędzamy w tym miejscu czas.

Na szczycie - cel - oblicze mojego szczęścia

4. oblicze mojego szczęścia – radość z chwili, która właśnie trwa

Jeśli idąc na szczyt, skupialibyśmy się nie na celu, niesamowitych widokach, odczuciach, przeżyciach, tylko na tym, co nam tę drogę górskim szlakiem utrudnia, prawdopodobnie nie doszlibyśmy na miejsce, bo czas byłoby wracać. Dzień w górach jest przecież taki sam – ma ograniczoną liczbę godzin, a zostawać w lesie na noc, to zbyt duże ryzyko. Co to za radość, gdy przy byle okazji zaczniemy narzekać, że za gorąco, że kopnęliśmy w leżący na drodze duży kamień i ból przeszył całe nasze ciało, że osoba, z którą idziemy, ma dziś gorszy nastrój i ciągle marudzi.

Jak mielibyśmy dojść na szczyt, gdy po drodze ciągle skupialibyśmy się na utrudnieniach, niedogodnościach, nieprzewidzianych okolicznościach, brakach, ciężkim plecaku, bolących nogach, czy śmiecących turystach, psujących nasze poczucie estetyki i piękna?
Jeśli byliśmy na takiej wyprawie, to wiemy, że podczas niej nie walczy się z każdym kamieniem, gałęzią, która uderzyła nas w twarz podczas przedzierania się przez gęstwinę, oblodzoną skałą, zimnym łańcuchem przy stromym podejściu, z mroźnym wiatrem, palącym słońcem, głośno zachowującymi się turystami i każdą najmniejszą przeszkodą, która pojawi się podczas wędrówki.

Idziemy przecież na szczyt. Mamy jasno wyznaczony cel i to on jest teraz dla nas najważniejszy. To on dodaje nam sił, motywacji i energii do pokonania tych wszystkich trudności i przeszkód, o których wspomniałem. W życiu idziemy wolno i ociężale, bo nie wiemy dokąd tak naprawdę zmierzamy. A wtedy byle przeszkoda, utrudnienie, niewygoda, nieszczęśliwy i niezadowolony z życia człowiek, nagła zmiana planów i scenariusza zdarzeń mogą sprawić, że każdego dnia kręcić się będziemy w kółko, narzekając, że wciąż nasze życie nie wygląda dobrze.

Wspinaczka na szczyt

5. oblicze mojego szczęścia – cel, do którego zmierzam

A czy wiemy, jak chcielibyśmy żyć? Czy mamy w swoim życiu konkretny cel, który przenika wszystko, co robimy, myślimy, mówimy i czujemy?

Czy jest coś, co sprawia, że mimo codziennych niewygód, jesteśmy w stanie zrobić kolejny krok, nie zatrzymując się na długo przy kłodzie, którą ktoś znów rzucił nam pod nogi?

Gdy wiemy, dokąd zmierzamy, nie poświęcamy aż tyle uwagi, energii, czasu i skupienia temu, co jest przeszkodzą. Wolimy to wszystko przeznaczyć na pokonanie kolejnego odcinka drogi, na zbliżenie się do celu, który jest dla nas w tym momencie o wiele ważniejszy, niż to, że ktoś znów nie docenił tego, co dla niego zrobiliśmy i w dodatku ma do nas pretensje, że w ogóle wtrącamy się do jego życia.

I jeszcze jedna cenna uwaga:

przemierzając górskie szlaki, ważny jest nie tylko cel, ale sama droga. Wielką sztuką jest dostrzegać na niej to, co piękne, wyjątkowe, niezwykłe i sprzyjające.

Tym dla mnie jest szczęście –

pełnym zapału, zaangażowania, ciekawości, pasji, radości i miłości dążeniem do celu, który, gdy go osiągnę, będzie dopełnieniem tego wszystkiego, czym żyłem każdego dnia mojej wędrówki po życiowym szlaku.

Podziel się, jeśli uznasz, że warto 😉