Odpuścić i robić swoje

To jedno z najtrudniejszych dla mnie wyzwań – odpuścić i robić swoje, czyli to, co właśnie robię.

Szczególnie, gdy bardzo mi na czymś zależy. Jeśli czegoś bardzo chcę i uważam to za dobre dla siebie, trudno jest dać temu pełną wolność przejawienia się.

To niby takie proste, ale tylko w teorii. Bo wkradają się wątpliwości:

  • Czy aby na pewno pojawi się to, czego pragnę?
  • Czy dotrę tam, dokąd wyrywa się moja dusza i ciało?
  • A co jeśli nie? Co wtedy?

Czy dalej robić swoje nie patrząc na bieżące wydarzenia?

Nic. Znaczyć to będzie, że… No właśnie, co to będzie oznaczać? Czy to, że:

  • gdzieś popełniłem błąd?
  • nie dałem z siebie wszystkiego?
  • nie dopiąłem na ostatni guzik?
  • przegapiłem coś?

A może to nie był mój cel, nie moje drzwi, przez które miałem przejść?

Rozum w jednej chwili gotów jest podpowiedzieć, że to porażka. Ale rozum wszystkiego nie wie. Wielu niuansów rzeczywistości nie dostrzega. Dla niego czarne to czarne, białe to białe. Ja wolę słuchać swojej duszy i swojego serca. O wiele więcej i dalej widzą, słyszą i czują. Rzekłbym, że mają nosa.

Kiedy to, do czego zmierzamy, zaczyna układać się nie po naszej myśli, czy może raczej niezgodnie z naszym rozumem, to warto zapytać, czy nie układa się również zgodnie z naszym sercem, z naszą duszą.

Mam dwie cenne wskazówki, które pomagają mi w podejmowaniu decyzji:

  1. Kiedy nie muszę sam siebie przekonywać o słuszności podejmowanych decyzji, to jest duże prawdopodobieństwo, że są one dobre.
  2. A jeśli przy ich podejmowaniu i po podjęciu wypełniam się spokojem, to pewność sięga niemal 100%.

Jednak upieranie się przy dokładnie ustalonej wizji zrealizowanego celu to uwiązanie sobie sznura ważności u szyi i zaciskanie go z każdym dniem coraz bardziej. Bo kiedy coś będzie szło choćby trochę w innym kierunku, strach, wątpliwości, spadek motywacji i chwilowe zagubienie, mogą przejąć stery i w ogóle możemy celu nie osiągnąć.

Gdy jednak otwieram się na możliwości, które niesie każdy dzień i na nowy rozwój zdarzeń, wtedy życie może mnie mile zaskoczyć.

Wiem – fataliści i ludzie twardo stąpający po ziemi, naznaczeni bogatą historią swego życia, powiedzą, że lepiej z umiarem patrzeć w przyszłość, by się nie rozczarować.
Czemu jednak mam żyć z piętnem myśli o rozczarowaniu? Wtedy przecież dużo szybciej to rozczarowanie się pojawi.

Szczęście to nie cel. To sposób dążenia do celu.

“Szczęście przychodzi w czasie zmierzania ku swojemu celowi, przez swoje drzwi.
Jeśli człowiek znajdzie się na swojej linii życia, na swojej ścieżce, wówczas zaznaje szczęścia już teraz, nawet jeżeli cel ma jeszcze przed sobą. Kiedy cel zostanie osiągnięty, radość będzie podwójna.”

Zeland Vadim “Transerfing rzeczywistości”

Trudno skupić się na tym jednym kroku, który w tej chwili stawiam i może na tym, który postawię za chwilę. Rozum biegnie wciąż w przyszłość, chcąc zobaczyć cała drogę i sposób, w jaki ją przejdę. Tego jednak nie wiem, bo drogi nie ma. Tworzy się dziś. Tu i Teraz.

Podziel się, jeśli uznasz, że warto 😉