Czy Marian mnie denerwuje?

Jakiś czas temu, odpowiedziałbym , że tak, Marian mnie denerwuje i to dość często. Ale dziś?

Nie mógłbym tak powiedzieć, bo Marian z moim zdenerwowaniem nie ma nic wspólnego, a przynajmniej niewiele.

Maniek szybko się uczy. Przy okazji czy też mnie. Obserwuje moje zachowanie, a kiedy spełnia jego oczekiwania, powtarza je przy każdej okazji, gdy chce osiągnąć konkretny cel.
Jednym z takich denerwujących działań Mariana jest ściąganie rolety wiszącej na szybie w drzwiach do pokoju (nie pytaj, czemu tam wisi, bo uwierz mi, to nieistotne… dla ciebie 🙂
Robi to po to, bym wstał od biurka i otworzył mu drzwi, gdy te akurat zamknięte są na klamkę (Maniek nie umie doskakiwać do klamki i chyba nawet nie wie, że to ona służy do otwierania).
Nie lubię zarówno dźwięku rozwijającej się rolety, jak i ciągniętej pazurkami przez Mariana, gdy uda mu się już ją całkowicie rozwinąć, a ja nie reaguję na jego – tak czytelne przecież sygnały.

Nie byłoby w tym nic wartego uwagi, gdyby nie to, że Marian ściągając roletę w dół, chce osiągnąć bardzo różne cele – i nie zawsze chodzi o wyjście z pokoju.

W języku Mańka, ściąganie lub drapanie w roletę oznacza:

  • chcę wyjść – otwórz drzwi
  • chcę wyjść z tobą – otwórz drzwi i chodź ze mną do kuchni, bo chcę jeść
  • chcę wyjść z tobą – otwórz drzwi i wypuść mnie na balkon
  • chcę się z tobą pobawić, więc wstań od biurka i wrzuć na chwilę na luz, ale nie sam, tylko ze mną
    otwórz drzwi, bo… chcę popatrzeć, jak je otwierasz

Czy zachowanie Mariana jest denerwujące?

Nie. Samo w sobie jest obojętne. Ot, kotek ściąga roletę, albo ciągnie ją pazurkami. Zwyczajny widok w każdym domu, gdzie mieszka kot (może przesadzam, bo koty są różne i nie w każdym domu na drzwiach wiszą rolety… )
Czemu więc ja się denerwuję, gdy Maniek podchodzi do drzwi i zaczyna wyciągać łapki ku górze? Dobre pytanie, na które warto sobie przy tej okazji odpowiedzieć.

Zdenerwowanie to MOJA reakcja na działanie Mariana.

Marian robi swoje – chce osiągnąć ważny dla siebie cel. Do tego potrzebny jestem ja. Gdyby był człowiekiem, np. małym dzieckiem, powiedziałby – otwórz mi drzwi, albo jestem głodny – mógłbyś zrobić mi coś do jedzenia?
Czy wtedy też bym się denerwował? Jasne – taka opcja też istnieje. Bo zdenerwowanie to MOJA reakcja na to, co dzieje się poza mną. Na coś, co przeszkadza mi zajmować się tym, co dla mnie ważne. Coś, co odciąga mnie od ulubionego zajęcia. Coś, co chce, abym podzielił się swoim czasem – a to znaczy, że też swoim życiem – z kimś innym. Bym dał coś innym, zamiast trzymać to dla siebie.
W takich sytuacjach wychodzi na jaw, kim jest dla nas ten, kto prosi nas o pomoc. Czy to ktoś ważny? Czy kochamy go mocno, czy może to, co nas łączy, to zwykła znajomość, albo jesteśmy ze sobą z przyzwyczajenia?

Jest coś jeszcze – równowaga.

W życiu to bardzo ważny element. Jednym z rodzajów równowagi jest ta w dawaniu sobie i innym. Wielu z nas jest skrajnymi egoistami albo altruistami. A skrajności zwykle nie są najlepszym sposobem na życie. O wiele lepszy jest złoty środek, albo wspomniana wcześniej, równowaga.
Ważna jest też kolejność w dawaniu. Jeśli dajemy najpierw innym, zaniedbując siebie, z czasem zacznie gromadzić się w nas poczucie krzywdy i bycia wykorzystywanym. Będziemy dawać coś innym, ale nie z miłości, a z poczucia obowiązku – rodzicielskiego, małżeńskiego, przyjacielskiego, czy innego.
Nagromadzony żal i poczucie krzywdy to doskonały detonator dla naszych nerwów. Niech no w takiej sytuacji, gdy w końcu znaleźliśmy chwilę, by dać trochę czasu SOBIE na coś, co lubimy, podejdzie ktoś i o coś nas poprosi, co jest dla NIEGO ważne – wybuch bomby murowany.

Odkąd pamiętam, byłem człowiekiem skrajnie altruistycznym. Inni na piedestale, ja u podnóżka. Bycie dobrym dla innych było priorytetem. Nie będę tłumaczył motywów, jakim się kierowałem w tego typu „charytatywnej” działalności na rzecz innych, ale zwykle nie był to efekt nadmiaru szczęścia i miłości. Choć parę okresów w życiu, gdy nadmiar szczęścia przelewał się na innym, miałem okazję przeżyć i było to coś niesamowitego. Niestety należały do rzadkości i budzą dziś wspomnienia wypełnione tęsknotą i pragnieniem powrotu do tamtych chwil.

Co jednak z Marianem i jego potrzebami?
Minęło sporo czasu, zanim zrezygnowałem z denerwowania się. Teraz takie reakcje należą do rzadkości. Wiem, że Marian nie robi tego złośliwie. Nie chce mnie zdenerwować. Nie ma zamiaru sprawić mi przykrości. On po prostu myśli, że jestem dla niego ważny. Nie ma pojęcia, że wciąż zapominam, by być ważnym dla samego siebie, robiąc więcej dla innych i zaniedbując równowagę w dawaniu.

Marian jest dobrym nauczycielem. Nic nie mówi, ale jego nauki są bezcenne. Trzeba tylko umieć patrzeć i słuchać. Patrzeć na Mariana i słuchać głosu własnego serca. Marian kocha bezgranicznie.
Wie, że nie mogę tak długo bez przerwy siedzieć za biurkiem i swoim „denerwującym” zachowaniem, od czasu do czasu pomaga mi rozprostować nogi. A najlepszym na to sposobem, jest przejście paru kroków w kierunku drzwi, przez które Marian zamierza przejść.

Jeśli uważasz, że warto - podaj dalej ;)