Świat bez czasu

Taki jest świat Mariana.

Nie znaczy to, że się nie rusza, w myśl teorii, że bez ruchu nie ma czasu (choć to nie jedyna koncepcja, ale nie miejsce to i czas, by to rozkminiać). Marian się rusza i to dość energicznie. Choć nie zawsze.
Dziś Marian rusza się niewiele. Jest dość ciepło, a słońce na balkonie potrafi rozłożyć niejednego kota. W tym również Mariana. Wiele razy chodziłem sprawdzać, czy oddycha, bo leżał zupełnie nieruchomo. Nie widać było jednak, by czegoś potrzebował. Gdy zanosiłem wodę – patrzył na mnie z nutką zdziwienia i kładł się na drugim boku. Więc przestałem nosić wodę. Doszedłem do wniosku, że Marian sam wie, kiedy chce mu się pić. Gdy dojdzie do takiego wniosku, wraca z balkonu na kuchenne płytki, gdzie zawsze czeka na niego świeża woda w miseczce.

Gdybym pisał ten tekst 30 lat temu, uznałbym, że Marian nie był u I komunii, bo… nie ma zegarka. Dziś, jak wiadomo, ten tekst już już mocno nieaktualny.
Maniek żyje bez zegarka, a nawet gdyby się na nim znał, nie korzystałby z niego. Nie ma takiej potrzeby. Nie chodzi do szkoły, ani do pracy. Nie umawia się na spotkania i nie jeździ pociągiem. Nie musi mieć zegarka i żyć wg czasu.
To niesamowite, prawda? Próbowałem tak kiedyś żyć podczas podróży po Norwegii. Białe noce sprzyjały temu, by nie patrzeć na wskazówki. Czy mi się udało? Nie. To siła przyzwyczajenia. Nawet jeśli nie patrzyłem na zegarek, to myślałem o czasie. Wciąż zastanawiałem się, która może być godzina. W głowie co jakiś czas pojawiały się pytania: Czy już czas, by zatrzymać się na nocleg, czy może zrobić jeszcze parę kilometrów? Ciekawe, które może być godzina?

Nie ma się co oszukiwać – żyjemy w czasie i z czasem, idąc z nim każdego dnia ramię w ramię.

Niemal wszystko wciskamy w jego ramy, by zaraz potem stresować się, że ramy nie wytrzymają – by chcemy zdążyć na czas, skończyć projekt, złapać autobus, obejrzeć mecz zrobić wszystko, co zaplanowaliśmy na ten dzień. Niejeden raz marzymy, by dzień miał nie 24 a 48 godzin.

A czas? Tyka w rytmie poruszających się istot i przedmiotów. Może być naszym sprzymierzeńcem, lub wrogiem. Wszystko zależy od nas. Wszyscy mamy go tyle samo, ale w dziwny sposób, jednym wystarcza go na całkiem sporo, gdy innym wciąż go brakuje, a wcale więcej nie robią. Zwykle wręcz przeciwnie – ślimaczą się z projektami, realizacją celów, marzeń, spóźniają się wszędzie, gdzie tylko mogą.

Marian nie spóźnia się. Ma czas. Ma go na wszystko, co najważniejsze i najpotrzebniejsze.

Nie martwi się, że nie zdąży na kolację. Jeśli nic jeszcze w misce nie ma, to zajmuje się myciem, albo idzie na okno, spotkać się ze Stefanem lub Marianną. Choć wygląda to jak więzienne widzenie, bo w oknie jest moskitiera, to Marianowi to nie przeszkadza. Patrzy na pracę Stefana tkającego kolejną część sieci, by zaraz potem, przybijać piątkę ćmie Mariannie, która za wszelką cenę próbuje dostać się do królestwa Mariana. Niestety, wrót strzeże moskitiera i nieustępliwy Stefan. On też ma czas.

Razem z Marianem podziwiamy Stefana, który rok w rok wraca i przygotowuje od nowa swoje sieci. Skupienie, pracowitość, wytrwałość sprawiają, że chyba nigdy nie szedł spać głodny. Zawsze coś wpadało.
To wielka mądrość dla tych, którzy wciąż skaczą z kwiatka na kwiatek, nie kończąc niczego, co z takim zapałem zaczęli. Śpieszy im się w dotarciu do celu, który nie zawsze jest blisko. Zapominają, że na ich osiągnięcie, potrzebny jest CZAS i CIERPLIWOŚĆ. Cechy nieobce każdemu kotu, czekającemu przy mysiej norce. Znane są też Marianowi, który – choć nie ma w pobliżu norki – cierpliwie czeka, aż skończę pisać tekst, by zaraz potem dostać coś dobrego na kolację. Nie jest nachalny w sygnalizowaniu mi, czego chce. Ma czas. Jest cierpliwy. Ufa, że dostanie, bo przecież ja jestem blisko. Tej ufności uczył się bardzo długo, ale udało mu się. Choć początki były trudne – ale o tym może innym razem.

Na świat bez czasu nie mamy raczej co liczyć.

Możemy jednak uczyć się korzystać w niego, jak Marian – być całym sobą tu i teraz, w tym co robimy, nie denerwując się, że czegoś jeszcze nie ma, bo przecież jest tyle ciekawych rzeczy do zrobienia, że właśnie podczas czekania, można się nimi zająć. Mało kto to robi. Choć uczy się obcego języka stojąc w kolejce do kasy, czy robiąc zakupy w markecie (jeśli akurat robi je sam). Wolimy się denerwować, stresować, popędzać innych, zapominając, że nieraz wystarczy w myślach założyć i postanowić, że zawsze wszędzie jestem na czas. A wtedy dzieją się cuda. Czas zaczyna działać na naszą korzyść. Tak, jak działa na korzyść Mariana, którego cierpliwość zawsze jest wynagradzana.

Podziel się, jeśli uznasz, że warto 😉